środa, 5 września 2012
Gra terenowa „Gdzie boją się stąpać anioły” – by Blaze & Niziołek
WARNING CONTAMINATION***WARNING CONTAMINATION***ZONE B4 IS IN LOCKDOWN***
I REPEAT ZONE B4 IS IN LOCKDOWN
- Jak to się mogło stać?? Przecież te drzwi mają elektroniczny zamek! Nie ma mowy żeby któryś z robali go otworzył.
Dowódca ochrony bazy spocony przeglądał schemat bazy. Jego ręce tańczyły nerwowo po klawiaturze podając komendy.
Zastępca w fotelu obok również starał się znaleźć źródło usterki.
-Nie wiem. Na szczęście system odciął strefę grodziami. Ilu straciliśmy?
-Tylko czwórkę, ale wśród nich był dr Hubbard. Jak nie znajdziemy przyczyny posypią się głowy, mówię ci.
WARNING CONTAMINATION SPREADING ZONE B5 THROUGH D5 CONTAMINATED***
WARNING CONTAMINATION SPREADING ZONE B5 THROUGH D5 CONTAMINATED***
ALL PERSONEL SHOULD EVEACUATE*** I REPEAT ALL PERSONEL SHOULD EVACUATE
Twarz dowódcy bazy straciła wszelki kolor.
-To niemożliwe. Niemożliwe!! Ktoś musiał otworzyć te grodzie. Włącz system obrony wewnętrznej.
- Nie da się! System nie przyjmuje komend. Ktoś stara się mnie odciąć.
- Spróbuj przez bufor podstacji delta. Musi być coś co da się zrobić. Na litość boską jesteśmy w głównym centrum kontroli.
System nie mógł nas odciąć od wszystkiego.
Minuty mijały, mijały zagłuszane panicznym stukotem klawiatur.
-Udało się. Uruchomił system obrony w strefie C3 i podniosłem wszystkie grodzie poza jedną.
-Dam znać wszystkim i spływamy stąd. Robale będą tu lada chwila.
TU DOWÓDCA OCHRONY. STREFA C3 JEST BEZPIECZNA. POWTARZAM CAŁY PERSONEL POWINIEN UDAĆ SIĘ DO STREFY C3 WYSŁALIŚMY WIADOMOŚĆ WSZYS...AAAARGHHHGGNONONONO............
****
DO: Major Wedge - USSS „MALIBU” - w drodze powrotnej z kolonii Grendel
OD: Generał Custer - Sztab główny- ziemia
PRIORYTET: ALFA1
Majorze. Straciliśmy kontakt z placówką badawczą „Zebra”. Placówka zajmowała się pracą rozwojową nad bronią biologiczną przeznaczoną do walki z gatunkiem „A05”. Ostatnie wiadomość sygnalizowała że baza straciła szczelność i osobniki z gatunku „A05” wydostały się na wolność, ale części personelu udało się uciec do jednej ze stref bazy i ustanowić kordon. Długo się jednak nie utrzymają, nie mają zasobów. „Malibu” jest tylko 2 dni od Lusitanii gdzie położona jest placówka „Zebra”. Wiem że pan i pana ludzie zasłużyli na odpoczynek po Grendel ale jesteście jedynym statkiem który może dotrzeć tam na czas, żeby zrobić coś innego niż tylko zbombardować całą okolicę. Zależy nam głównie na wynikach badań dr Hubbarda i jeśli to możliwe na samym doktorze.
Powodzenia.
****
Gra terenowa „Gdzie boją się stąpać anioły” jest organizowana przez Blaze’a i Niziołka w piątkową noc od 21 do 24 (około). Jest to gra w klimatach „Aliena”. Dostępne trzy drużyny:
Colonial marines: latarka, quasi wojskowe ciuchy, pelerynka przeciwdeszczowa i chęć biegania po lesie w nocy
i rzucania szyszkami;
Aliens: ciemne ciuchy, okulary ochronne, chęć skradania się po ciemku w lesie;
Personel bazy: chęć knucia połączona z niechęcią do biegania po lesie i bycia zjedzonym.
WESELE W WILLOW CREEK-LARP by Katla
“If you find yourself in a hole, the first thing to do is stop digging. - Will Rogers “
Minęły dwa lata, odkąd pierwsi śmiałkowie przeprawili się na południową stronę kapryśnej Willow Creek, by szukać szczęścia pomiędzy skalistymi dopływami rzeki, w rwących strumieniach o stromych, śliskich brzegach. Lecz to nie tragiczne wypadki i liczne śmierci poprzez utonięcie czy też niefortunne skręcenia karku były największym problemem osadników. Byli nim dzicy i niebezpieczni mieszkańcy tych ziem, wcielone diabły,
uzbrojone w zatrute strzały, ostre toporki i szatańskie uroki od których ziemia przestawała rodzić a młode, białe kobiety stawały się jałowe jak piaszczysta gleba. Od których dzieci zapadały na szkarłatną gorączkę i umierały w męczarniach. Od których mężczyźni słabli i miękli, a potem tym chętniej leczyli melancholię w lokalnym saloonie, przy partyjce pokera lub między nogami jednej z dziewczynek od Szalonej Meg. Ani burmistrz, jowialny Tyrone Burns, ani dzielny szeryf Johnny Jones, mimo starań, nie potrafili powstrzymać pogłębiającej się degeneracji. Ich wspólne marzenie, most łączący miasteczko z cywilizacją i otwierający zupełnie nowe perspektywy dla Willow Creek rujnowały kolejno gwałtowna burza i niewyjaśnione do końca podpalenie. Jakby komuś zależało na odcięciu miasteczka od świata.
Złota w strumieniach i jaskiniach było jednak dość by osada trwała i mocniej z każdym miesiącem, wbrew wszelkiemu rozsądkowi wczepiała się w spłachetek niegościnnej ziemi nad brzegiem rzeki. Drewniane budynki, nie tak stare przecież, zdawały się chylić ku ziemi, przedwcześnie spróchniałe i poczerniałe, a nienawistny pył wdzierał się wszędzie. Blakły od niego suknie wdów i kruszyły się zęby rangerów.
W tym miejscu, prawie zapomnianym przez Boga, walka o ludzkie dusze trwa w najlepsze. Czy przybycie nowego pastora zmieni bieg niewidzialnej, człowieczej rzeki? Odmieni losy mieszkańców? Najważniejszym zadaniem pastora ma być poświęcenie budowanego właśnie po raz trzeci mostu – o dotychczasowe niepowodzenia podejrzewane są nieczyste siły-, ale na razie czeka go obowiązek prostszy i przyjemniejszy: udzielenie ślubu młodszej siostrze burmistrza, nadobnej Claire. To pierwszy ślub i pierwsze wesele w dwuletniej historii Willow Creek. Oby wszystko przebiegło pomyślnie! Oby był to dobry znak, na który z drżeniem serc czekają bogobojni obywatele przeklętej osady!
Minęły dwa lata, odkąd pierwsi śmiałkowie przeprawili się na południową stronę kapryśnej Willow Creek, by szukać szczęścia pomiędzy skalistymi dopływami rzeki, w rwących strumieniach o stromych, śliskich brzegach. Lecz to nie tragiczne wypadki i liczne śmierci poprzez utonięcie czy też niefortunne skręcenia karku były największym problemem osadników. Byli nim dzicy i niebezpieczni mieszkańcy tych ziem, wcielone diabły,
uzbrojone w zatrute strzały, ostre toporki i szatańskie uroki od których ziemia przestawała rodzić a młode, białe kobiety stawały się jałowe jak piaszczysta gleba. Od których dzieci zapadały na szkarłatną gorączkę i umierały w męczarniach. Od których mężczyźni słabli i miękli, a potem tym chętniej leczyli melancholię w lokalnym saloonie, przy partyjce pokera lub między nogami jednej z dziewczynek od Szalonej Meg. Ani burmistrz, jowialny Tyrone Burns, ani dzielny szeryf Johnny Jones, mimo starań, nie potrafili powstrzymać pogłębiającej się degeneracji. Ich wspólne marzenie, most łączący miasteczko z cywilizacją i otwierający zupełnie nowe perspektywy dla Willow Creek rujnowały kolejno gwałtowna burza i niewyjaśnione do końca podpalenie. Jakby komuś zależało na odcięciu miasteczka od świata.
Złota w strumieniach i jaskiniach było jednak dość by osada trwała i mocniej z każdym miesiącem, wbrew wszelkiemu rozsądkowi wczepiała się w spłachetek niegościnnej ziemi nad brzegiem rzeki. Drewniane budynki, nie tak stare przecież, zdawały się chylić ku ziemi, przedwcześnie spróchniałe i poczerniałe, a nienawistny pył wdzierał się wszędzie. Blakły od niego suknie wdów i kruszyły się zęby rangerów.
W tym miejscu, prawie zapomnianym przez Boga, walka o ludzkie dusze trwa w najlepsze. Czy przybycie nowego pastora zmieni bieg niewidzialnej, człowieczej rzeki? Odmieni losy mieszkańców? Najważniejszym zadaniem pastora ma być poświęcenie budowanego właśnie po raz trzeci mostu – o dotychczasowe niepowodzenia podejrzewane są nieczyste siły-, ale na razie czeka go obowiązek prostszy i przyjemniejszy: udzielenie ślubu młodszej siostrze burmistrza, nadobnej Claire. To pierwszy ślub i pierwsze wesele w dwuletniej historii Willow Creek. Oby wszystko przebiegło pomyślnie! Oby był to dobry znak, na który z drżeniem serc czekają bogobojni obywatele przeklętej osady!
Subskrybuj:
Posty (Atom)